dlaczego taki blog?
dlaczego zachciało mi się pisać o zbieractwie?
co ja mam z tym wspólnego?
dlaczego teraz dotykam ten temat?
co o tym wszystkim myślę?
czy mam jakąś nadzieję?
matka:
lat: 64
zawód: sprzątaczka na emeryturze, pracująca na 1/2 etatu i dorabiająca sobie od czasu do czasu
samotna; raz rozwódka, raz wdowa - w zależności z kim rozmawia, posiada 2 koty
dzieci: 2 córki ( 44 l. i 29 l.)
permanentna ofiara
córka:
lat: 29
zawód: zarządza firmami swoimi i męża
mężatka; posiada 3 koty
dzieci: brak
blog ten dedykuję wszystkim ludziom, którzy są dotknięci zbieractwem - pośrednio i bezpośrednio.
jestem
córką zbieraczki i kredytobiorczyni. jestem córką "wiecznej ofiary".
jestem córką osoby, której hymnem życia jest "znowu w życiu mi nie
wyszło...". jestem samotną ofiarą mojej matki.
dlaczego samotną? bo nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć. mój mąż mnie bardzo wspiera, ale wiem, że on do końca nie jest w stanie pojąć zarówno tych wszystkich rzeczy, które gromadzi moja matka, jak i tych wszystkich pożyczek i kredytów. mam jeszcze o 15 lat starszą siostrę, ale jej jakby nie było. 3 lata temu wyjechała do uk. niby napisze do mnie słowo wsparcia, ale dla mnie to za mało... łatwo jest pisać i doradzać jak nie trzeba na co dzień patrzeć temu problemowi prosto w oczy.
2 tygodnie temu moja mama wyjechała na urlop do uk. postanowiłam wtedy, że przejrzę jej mieszkanie. z pozoru to mieszkanie nie przypominało mieszkania "typowego" zbieracza, jakie pokazują w tv. w pokoju mojej mamy oprócz segmentu i kanapy nie ma nic więcej. nie ma żadnych kartonów ani innych rzeczy. na pierwszy rzut oka wszystko wygląda ok. jedynie "za szybką" można znaleźć 20 kompletów kieliszków i multum małych bibelotów - co można wytłumaczyć, że ma prawo lubić takie drobiazgi. w moim pokoju już było trochę inaczej. karton na kartonie; mnóstwo toreb, torebeczek; gazety; ogrom książek; i całe mnóstwo zbędnych rzeczy (np. skarbonka wykonana z dykty, oklejona dziecięcymi zabawkami - pewnie ktoś chciał wyrzucić, a mama przygarnęła; obdrapane drewniane figurki, które dawno dawno temu przypominały koty - to wiem, że sąsiadka chciała wyrzucić, ale mama je uratowała). i tak to się zaczęło...
cdn...
to tak w skrócie... w kolejnych wpisach postaram się relacjonować perypetie moje i mojej matki...
tymczasem zapraszam do mojego dawnego pokoju:

0 komentarze:
Prześlij komentarz